środa, 1 lipca 2015

Rozdział 9

Girl, I don't think of you. At least that's what I try to do
***
Po powrocie do domu Jared zrobił to, co zrobiłby każdy szanujący się domorosły stalker - sprawdził Ariannę w internecie. Ponieważ nie miał pojęcia czego może się spodziewać, wyniki poszukiwania zadziwiły go jeszcze bardziej. Ku jego zdumieniu okazało sie, że panna Keller jest nie tylko szanowaną dziennikarką, ale też niesłychanie twardą babką. W sieci pełno było zarówno jej tekstów, jak i materiałów na jej temat. Zajmowała się naprawdę mocnymi tematami - handel narkotykami, malwersacje finansowe, morderstwa. W połączeniu z jej niepozornym wyglądem tworzyło to kombinację co najmniej interesującą.



Wielu bandziorów poszło za sprawą jej dziennikarskich śledztw to więzienia, wielu organom państwowym niejednokrotnie udowodniła niekompetencje i nadużycia. Przeglądając artykuły Arianny, Leto zastanawiał się kto nienawidzi dziennikarki bardziej: przestępcy, którzy przez nią siedzą czy urzędnicy i funkcjonariusze, którym wielokrotnie udowadniała, ze są głupi i niekompetentni. Chociaż prawowała w gazecie to często zapraszano ją jako gościa, lub konsultanta do programów telewizyjnych. Jared po kliknięciu w jeden z filmików z przyjemnością i niemałym szokiem obserwował jak Arianna niszczy na wizji wszelkie argumenty policyjnego rzecznika. Biedny chłop wyglądał na poważnie zestresowanego kiedy wyliczała mu kolejne błędy w prowadzonym śledztwie. 

Ku niezadowoleniu Jareda wiele też było na jej temat w serwisach plotkarskich. Wszystko oczywiście za sprawą jej nadzianego chłopaka. Cóż, jeśli jesteś młody, przystojny i bogaty to chociażbyś nie wiem ja się chował tabloidy wytropią Cię prędzej czy później. W związku z tym Leto miał okazję pooglądać sporo fotek Rafaela i Arianny razem. Za równo tych z oficjalnych spotkań i ważnych wydarzeń jak i tych prywatnych - Sant-Andre i Keller na romantycznej kolacji, na wakacjach, na zakupach, całujący się na spacerze. Tę ostatnią zakładkę wyłączył gdy tylko zobaczył co zawiera. Nie miał ochoty oglądać Rafaela klejącego się do Arianny, za dużo miał tego już dzisiaj na żywo. Nie był to jego ulubiony widok i zamierzał go unikać. 

Mimo tego nie mógł się oprzeć pokusie grzebania w informacjach o dziewczynie. Chociaż dowiedział się już wiele nadal by ciekaw. Instersowało go jak długo ta para jest razem, a przede wzystkim jak poważny jest to związek. Zaczął szukać prywantych kont Arianny i Rafaela na portalach społecznościowych. Na pewno takie mają, muszą mieć. Szybko znalazł to czego szukał. Jednak skrzywił sie dy zobaczył zawartość Twitterowego konta Arianny - zawierało głównie linki do jej tekstów, ich zapowiedzi lub informacje o tym w jakim programie pojawi się tego dnia, czy też z kim będzie rozmawiać. Nic osobistego, prywatnych zdjęć jak na lekarstwo. Nawet profilowe to ta sama fotka, którą widział już na stronie jej redakcji. Konto Sant-Andre natomiast na 100% prowadzone było przez jakąś wynajętą do tego firmę. Było biznesową wizytówką "Pana prezesa Rafaela Sant-Andre" i było tak samo perfekcyjne, dopracowane i wymuskane jak sam pan prezes. 

Rzucając nienawistne spojrzenia miniaturowemu zdjęciu Rafaela na Twitterze Jared zastanawiał się co jeszcze może wpisać wyszukiwarkę by dowiedzieć się więcej. Po chwili namysłu doszedł jednak do wniosku, że musi to zakończyć. Zachowuje się jak wariat. Pogłębia tylko swoją obsesję na temat tej dziewczyny a miał przecież zachować zimną krew i otwarty umysł, nie nakręcać się jeszcze bardziej. Nie to było jego celem, nie taki plan układał całą drogę do domu. Ze złością zatrzasnął więc laptopa i powędrował do salonu. Otworzył barek i nalał sobie drinka. Ze szklanką w ręku usiadł na wielkiej skórzanej kanapie oparł się wygodnie i oparł głowę na zagłówku rozmyślając. 

Nie zamierzał darować Rafaelowi tego wszystkiego. Prezes zapędził jego i jego zespół w kozi róg i robił  nimi co chciał. W temacie kontraktu był na wygranej pozycji i Jared nic nie mógł z tym zrobić. Nie przywykł jednak do poddawania się bez bicia i nadstawiania drugiego policzka. Nie zaszedłby tak daleko gdyby nie potrafił walczyć o swoje i odpłacać ludziom pięknym za nadobne. Leto nie był mściwym człowiekiem, tutaj jednak chodziło o coś innego. Rafael go irytował. Miał wszystko i zachowywał się jak pan wszechświata wszystkich dookoła mając za nic, a Jared chciał mu utrzeć nosa. W tym celu, chciał mu odebrać to co kocha najbardziej - Ariannę. 

Wymagało to jednak od niego złamania jednej z jego zasad. Jared miał bowiem wiele zasad. Większość z nich powstawała po tym, jak zrobił coś co odbiło się potem na nim i czego nie chciał powtarzać już nigdy więcej (patrz zasada o niesypianiu z podwładnymi- rozdział chyba 6.). Odegranie się na prezesie wymagało od niego złamania zasady "nigdy, przenigdy nie zadawać się z zajętą kobietą". Powody powstania tej zasady były co najmniej dwa - po pierwsze Leto uważał, że na świecie jest tyle pięknych wolnych kobiet, że nie ma potrzeby uganiać się za zajętymi, po drugie - kiedy jeszcze nie miał tej zasady wdał się w romans z pewną gorącą rosyjską modelką. Jej mąż, czy narzeczony (Jared nie rozumiał za bardzo rosyjskiego) okazał się być znanym europejskim bokserem. Kiedy dowiedział się o romansie obił muzyka tak skutecznie i tak umiejętnie, że prawie tydzień spędził w prywatnej klinice, nie mogąc się swobodnie poruszyć, a połamane żebra zrastały się prawie przez dwa miesiące. Wiele pieniędzy i zachodu ze strony Emmy kosztowało go też przekonanie lekarzy by nie interesowali się tym co mu się stało i uwierzyli w opowieść, że nabawił się takiej kontuzji podczas skoku w publiczność w trakcie koncertu. Kiedy więc wrócił do pełni formy postawił  nigdy więcej nie wpakować się w takie tarapaty. 

Teraz jednak gotów był nagiąć swoje zasady. I to nie tylko dlatego, że Sant-Andre nie był znanym bokserem. Powodów było wiele chociaż do większości z nich nie chciał się przyznać przed samym sobą, wolał więc sobie wmawiać ze zamierza odbić Rafaelowi Ariannę przede wszystkim dlatego, że chce się na nim odegrać, a nie dlatego, że Aria pociąga o tak mocno jak nie pociągała go jeszcze żadna kobieta. 

***
Rafael siedział w fotelu w swojej sypialni i patrzył na śpiącą Ariannę - na jej rozrzucone na poduszce włosy, zamknięte oczy i miarowo unoszącą się podczas oddechu pierś. Uwielbiał na nią patrzeć. Była niczym najpiękniejsze działo sztuki, a tak śpiąca i spokojna wydawała mu się nawet jeszcze piękniejsza.

Chociaż od ich powrotu z firmowej imprezy minęło już parę godzin on nadal nie spał. Nadal by trochę zły na Arię, ale jeszcze bardzie był wściekły na siebie. Kiedy zobaczył ją dziś wieczorem w objęciach Leto zupełnie stracił rozum. Krew się w nim zagotowała i obudziły jaskiniowe instynkty. Gdyby tylko miał kamienną maczugę zdzielił by nią najpierw Leto a potem Ariannę, po czym zaciągnąłby ja za włosy do domu. I chociaż nie wyglądało to tak, to czuł, że praktycznie tak właśnie się zachował. Wyciągnął Arię siłą z przyjęcia, wpakował do samochodu i zawiózł do domu. Gdyby ktoś zapytał go dlaczego tak zareagował nie potrafiłby udzielić żadnej konkretnej odpowiedzi. Kiedy Leto pojawiał się w okolicy Arianny Rafael czuł, że musi zaznaczyć swoje terytorium, pokazać czyją Aria jest kobietą, ta by nikt nie miał wątpliwości. Ni podobało mu się jak muzyk patrzył na jego dziewczynę, jak robił do niej maślane oczy, a już tym bardziej jak obściskiwał ją na środku parkietu.

Jednak bardziej od tych dziwnych i niezrozumiałych lęków spokoju nie dawało mu to, co zrobił potem - już po powrocie domu. Zamiast normalnie powiedzieć Ariannie co mu leży na sercu zachował się jak dzikus. Gdy tylko zamknęły się za nimi drzwi mieszkania zdarł z dziewczyny tą kusą czerwoną sukienkę po czym bez zbędnych ceregieli oparł o ścianę w holu i ostro przeleciał. Chciał udowodnić sobie i jej że nadal należy do niego. Jest jego. Tylko jego i tylko on ma prawo jej tak dotykać. Chciał ją z powrotem naznaczyć, przypomnieć kto jest jej facetem wymazać z pamięci obraz jej i Leto objętych na parkiecie. I zrobił to, a teraz czuł się jak ostania świnia. Nie pomagał nawet fakt, że Arianna zdawała się nie mieć nic przeciwko. W końcu uprawiali już nie raz dużo ostrzejszy seks. Nie o to jednak teraz chodziło. Rafael czuł się tak jakby zgwałcił własną dziewczynę. Nie było w tym ani krzty uczucia, tylko jakaś dziwna pierwotna żądza nad którą nie potrafił zapanować. Na samą myśl o Leto i Ariannie czuł się jakoś niepewnie. Nie wiedział dlaczego tak jest i podobało mu się to. 

Nagle pomysł z oświadczynami wydał mu się jeszcze bardziej interesujący niż wcześniej. Gdyby Arianna była jego żoną nie musiałby się obawiać, że od niego odejdzie. Byliby związani przysięgą, a o tym przecież tak łatwo nie da się zapomnieć. Każdy facet jakiego Arianna spotkałaby na swojej drodze, widziałby obrączkę na jej palcu i wiedział, że jest już zajęta. Że jest jego. Tylko jego...

                                                                              
Hej :)
Nie wiem czy ktoś tu jeszcze zagląda, czy już nie, ale ten rozdział leżał niedokończony, wiec postanowiłam go w końcu opublikować.

2 komentarze:

  1. Boże! Jared jest głupi czy tylko udaje ? Jak ten cały prezes sie dowie co on knuje albo co gorsza przyłapie go na ,,spełnianiu'' swojego planu to bedzie to ostateczny koniec xD super opowiadanie :) życzę weny ;3

    OdpowiedzUsuń