poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział 5

Face to face with a tiger

***
Godzinę później...
 
W budynku wytwórni pojawił się wreszcie Rafael Saint-Andre. Wyglądając jak zawsze elegancko, szedł stanowczym i spokojnym krokiem w stronę windy prowadzącej bezpośrednio na najwyższe piętro i do holu jego gabinetu. Jednak ten spokój i opanowanie to były tylko pozory, bo w duszy skakał właśnie i biegał po łące z radości. Każde spotkanie z Arianną tak na niego działało. Zdawał sobie sprawę, że zachowuje się jak zakochany smarkacz, ale nie potrafił i nie chciał nic na to poradzić, ta dziewczyna była jego całym światem. 

Nie przeszkadzał mu w tym nawet fakt, że doskonale wiedział o kłamstwach Arianny. Co było do przewidzenia, znów wtykała nos w jakieś z daleka śmierdzące sprawy i wspólnie z tym swoim redakcyjnym kumplem Mikem szukała sensacji. I oczywiście pomagał im (a dokładnie jej) ten cholerny detektyw Newman. I oczywiście jak zawsze bezinteresownie. 

sobota, 9 sierpnia 2014

Rozdział 4

What did I do last night? 

***

Rafael wparował do swojego, mieszczącego się na najwyższym piętrze budynku wytwórni, biura ponad półgodziny wcześniej niż zwykle. Pod pachą niósł poranną gazetę i wprost emanował termojądrową wściekłością.

- Brooke – warknął na swoją asystentkę jakby to ona była wszystkiemu winna – połącz mnie natychmiast z Jaredem Leto.
- Oczywiście, pro... - zdążyła tylko wydukać, zanim zniknął za podwójnymi drzwiami swojego gabinetu. Trzaskając nimi głośno.

Brooke szybko odszukała w spisie telefonów numer wokalisty, wybrała go i czekała na połączenie. Jednak zamiast monotonnego piiiiip usłyszała „Wybrany abonent jest w tym momencie nieosiągalny. Prosimy spróbować później”.

- Cholera, szefowi się to nie spodoba. - mruknęła pod nosem.

sobota, 2 sierpnia 2014

Rozdział 3

Little party never killed nobody

***
Jared wściekły wyszedł z wieżowca, w którym mieściło się mieszkanie jego brata. Stanął na chodniku i rozejrzał się dziko po okolicy, jakby spodziewał się jakiegoś znaku od Boga, albo interwencji sił wyższych. Niebiosa powinny się teraz rozstąpić, Bóg powinien z nich wyjrzeć i pogrozić Shannonowi palcem! Tak! tak właśnie powinno się stać.

Wokalista już dawno nie był na brata tak wściekły. Jadąc do niego, miał nadzieje na rozmowę i wyjaśnienie wszystkiego. Shannon ostatnio zachowywał się dziwnie. To znaczy on zawsze zachowywał się dziwnie, ale teraz to już zaczynało być irytujące. Jared podejrzewał, że jego starszy brat przez lata ich współpracy przyzwyczaił się, że wszystko co związane z zespołem załatwia Jared. Shannon po prostu przestał się tym interesować. Nie obchodziło go nic poza sprawami ściśle związanymi z muzyką. Promocja, czy reklama nie interesowała go wcale. Robił po prostu to, co kazali mu brat lub Emma. I było mu z tym dobrze. Mógł wieść bezstresowe życie, bawić się, pić i pieprzyć wszystko co popadnie.