Behind
the dark eyes
***
Jednak nie zdążę
się z Tobą spotkać przed wizytą u prezesa. Widzimy się w jego
gabinecie za godzinę. Tylko się nie spóźnij.
Przeczytał
SMSa jeszcze raz. Zajebiście. Nawet jego własna asystentka nie ma
dla niego czasu. Wydawałoby się, że płaci jej grube pieniądze
za to, żeby była na każde jego skinienie, a ona tak po prostu „nie
zdąży”. No kurwa, nikt go już nie szanuje. Brat i kumpel się
wypieli i wysłali go na starcie z nowym prezesem samego,
stwierdzając, że i tak „żadni z nich dyplomaci”, więc do
niczego się nie przydadzą.
A
skąd oni wiedzą, że dyplomaty tu potrzeba? Nikt nie wie czego ten
nowy prezes od nich chce. I to zaraz po powrocie z trasy. Co mu się
nie podoba? Płyty idą jak woda, koncerty wyprzedane co do jednego
miejsca, kasa spływa drzwiami i oknami. Czego więcej może chcieć
taki prezes? Przecież im zawsze chodzi tylko o kasę. Nic więcej. A
ten podobno jeszcze jest jakiś wyjątkowo dziany. Jeden z
najbogatszych ludzi na świecie. Chociaż Jared słyszał już, że
nie tyle on co jego ojciec. Kupił synusiowi wytwórnie.
Niektórzy
to mają łatwej już na starcie. On tak nie miał. Jemu nikt nic nie
dał za darmo. Wszystko co ma zawdzięcza tylko sobie samemu. Swojej
pracy. Ciężkiej pracy. Ktoś mu kiedyś powiedział, że nie ma
prawa mówić, że ciężko pracuje, skoro jego praca polega na
śpiewaniu, graniu w filmach i uśmiechaniu się do aparatów. No
dobra, może kamieni nie łupie, ale to co robi wymaga dużo więcej
siły ducha, niż kamieniołomy siły fizycznej. Trzeba mieć
niesłychanie twardy tyłek i niewyczerpane pokłady dystansu do
samego siebie, żeby wytrzymać w tym burdelu tyle lat co on i
jeszcze się na nim dorobić.
Szedł
tak pogrążony we własnych myślach, kiedy zorientował się, że
już dawno minął kawiarnię, w której miał się spotkać z Emmą.
Cóż, jego asystentka nie przyjdzie, ale kawy można się napić
nadal. Zawrócił i szybkim krokiem wszedł do kawiarni. Nie
przepadał za nią. Położona dokładnie naprzeciwko wytwórni była
idealnym miejscem spotkań dla wszystkich ludzi z nią związanych.
Co chwila pojawiał się tu jakiś manager, producent czy nawet
piosenkarz. Wszyscy go tu znali, niektórzy nawet teraz pozdrawiali
go z daleka i zachęcali, aby się do nich dosiadł. Nie miał ochoty
na rozmowy z nimi, więc tylko sztucznie się uśmiechał i
przechodził dalej. Wypatrzył ustronne miejsce w kącie i szybko
się tam udał.
Żałował,
że nie założył bluzy z kapturem ani kapelusza, mógłby teraz
schować się pod nim i udawać, że wcale nie jest tym kim jest.
Nawet duże ciemne okulary nie dawały mu teraz prywatności. Jak na
złość miał teraz na sobie jeansy, dopasowana koszulę w kratę i
marynarkę. Emma kazała mu wyglądać „przyzwoicie” przynajmniej
na pierwszym spotkaniu z prezesem. Przecież on zawsze wygląda
przyzwoicie. Ba, jego fanki uważają nawet, że i w worku po
ziemniakach wyglądałby bosko, a ta mu mówi „wyglądaj chociaż
raz jak człowiek, żadnych kapci, kolorowych dresów, koszulek z
powycinanymi bokami”.
Jezu,
czepiają się wszyscy tych kapci i dresów jakby sami w nich nie
chodzili. No co? Gwiazda też człowiek. Gwiazda. Aż prychnął
chicho, kiedy tak o sobie pomyślał. Żadna z niego gwiazda. Raczej
żałosny, usilnie walczący o utrzymanie zainteresowania jego osobą
celebryta. Coraz częściej tak o sobie myślał. Od czasu, gdy
zaczęto mu płacić za pojawienie się w jakimś klubie, kupienie
gaci w określonym sklepie, zjedzenie obiadu w jakiejś restauracji,
czy (o zgrozo) pokazanie się na mieście z jakąś pustą
aktoreczką, zaczynał tracić do siebie szacunek. Co jeszcze w swoim
marnym życiu zrobi dla kasy? Rozbierze się? Nie, jakby się uprzeć
to już było. Schudnie? Utyje? Wszystko to już przerabiał. Wpuści
kamery do własnego domu i pozwoli na nadawanie z niego na żywo 24
godziny na dobę? Tylko czekał, aż jakaś telewizja mu to
zaproponuje. „Z kamerą wśród braci Leto”. Oglądalność
murowana. Tylko Shannon by mu chyba jaja urwał. Ale z drugiej
strony, przecież już razem nie mieszkają...
- coś
podać? – młody kelner wyrwał go z zamyślenia
- kawę,
czarną, bez cukru.
- zaraz
podaję.
Chłopak
się oddalił, a Jared ze swojego kąta zaczął przyglądać się
ludziom w kawiarni. Rozpoznał dwóch znanych producentów, kilku
asystentów znanych ludzi, jednego managera. Pewnie wypatrzyłby
kogoś jeszcze, ale jego wzrok padł na kobietę, która właśnie
weszła do kawiarni. Szczupła, niewysoka, powiedziałby filigranowa
brunetka. Włosy, lekko pofalowane zebrane miała w wysoką kitkę z
tyłu głowy. Na nosie miała wielkie ciemne okulary zakrywające
prawie połowę twarzy. Widać było tylko duże, pociągnięte
czerwoną szminka usta. Ubrana w czerwone rurki, czarną skórzaną
kurtkę i trampki wyglądała trochę jak jakaś młoda gwiazda
rocka. Z reszta kto wie, może i nawet nią była. W tej wytwórni
nagrywało tylu ludzi, że wszystko jest możliwe.
W
ręku trzymała wielką czarną torbę. Wchodząc rozglądała się
po sali ewidentnie kogoś szukając. W pewnym momencie zdjęła z
nosa okulary prawdopodobnie, aby dostrzec czy osoba, której szuka
nie siedzi gdzieś w głębi. Kiedy tak się rozglądała natrafiła
wreszcie wzrokiem na Jareda, którego momentalnie przeszedł dreszcz.
Nawet z daleka widział jej cholernie ciemne oczy wpatrujące się w
niego intensywnie. Teraz kiedy widział jej twarz musiał przyznać,
ze jest naprawdę piękna. Delikatne rysy twarzy, śliczne pełne
usta i te wielkie, ciemne oczy. Chociaż widział je tylko przez
moment to było w nich coś dziwnego, tajemniczego a zarazem
interesującego. Leto starzejesz się. Pomyślał
odprowadzając ją wzrokiem do miejsca w drugim kącie sali,
dokładnie naprzeciwko niego. Masz ciary na widok przypadkowej
laski. Ogarnij się. Usiadła tam, wyciągnęła telefon i
napisała do kogoś SMSa, potem z przepastnej torby wyjęła małego
laptopa we wzorzystym pokrowcu. Natychmiast pojawił się przy niej
ten samy kelner, który do tej pory nie przyniósł Jaredowego
zamówienia. Ile można parzyć kawę? Gdzie oni ją parzą? W
Brazylii?
Jak na zawołanie pojawiła się przy nim młoda kelnerka.
- Proszę, pana kawa – uśmiechnęła się do niego słodko. Miała
na oko z 18 lat, krótkie blond włosy obcięte na pazia i jak na
Jaredowe standardy całkiem niezły biust, którego sporą część
można było zobaczyć dzięki wydekoltowanej bluzce z logiem
kawiarni, którą miała na sobie.
- Dziękuje – zmierzył ją spojrzeniem od góry do dołu, po czym
lekko się uśmiechnął. Dziewczyna natychmiast oblała się
rumieńcem. Zawsze działa. Pomyślał.
- Pan Jared Leto, prawda? - zagadnęła nieśmiało.
- Prawda – odpowiedział nie będąc do końca pewnym czego się
spodziewać. Różne przygody już mu się przytrafiały, gdy w grę
wchodziły nastoletnie fanki.
- Za tydzień wybieram się z koleżankami na wasz koncert w Hard Rock
Cafe – uśmiechnęła się – Bardzo lubię pana zespół, już
się nie mogę doczekać.
- Ja też – Jared puścił jej oko, a dziewczyna się zaśmiała.
- Podać coś jeszcze? - zapytała ze śmiechem – Mam dzisiaj
doskonały sernik.
- Nie, dziękuje, to wszystko – podziękował jej grzecznie i też
się uśmiechnął.
Popatrzył za oddalającą się kelnerką, która chyba trochę na
pokaz kręciła biodrami idąc w stronę innego stolika. Eh,
dziewczyno, mogłabyś być moją córką...
Zanim się zorientował znów wrócił do obserwowania ciemnookiej
brunetki. Siedziała teraz w towarzystwie jakiegoś faceta. Jared nie
widział go dobrze, bo siedział do niego bokiem, pochylając się
nad laptopem dziewczyny. Mówił jej coś przy tym do ucha i od
czasu do czasu pokazywał na coś w laptopie. Nagle przyłożył do
ucha telefon, by za chwile poderwać się z miejsca. Powiedział coś
do brunetki, złapał przewieszony przez oparcie krzesła płaszcz i
szybkim krokiem wyszedł z kawiarni. Kobieta w tym czasie schowała
komputer i powoli zaczęła pić zamówioną kawę, jednocześnie
pisząc coś w swoim telefonie.
Tak ją to zajęło, że nie zauważyła jak do jej stolika
podchodzi jakiś facet i jak gdyby nigdy nic bierze jej torbę i
rusza do wyjścia.
***
Pędziła na miejsce umówionego spotkania. Co prawda nie lubiła
tej kawiarni. Była za blisko wytwórni Rafaela. Jeszcze, nie daj
boże, go tam spotka i będzie musiała się tłumaczyć, dlaczego
jest teraz tutaj, a nie na dyżurze w redakcji. Że też jego nigdy
nie zainteresowało to, że ona tak często ma te dyżury.
Praktycznie zawsze, kiedy Rafael do niej dzwoni i pyta co robi.
Zawsze wtedy ma dyżur albo jakąś konferencje prasową.
Mówiła mu tak żeby nie czepiał się nieustannie, że grzebie w
niebezpiecznych sprawach. Jej chłopak by stanowczo przewrażliwiony
na punkcie jej bezpieczeństwa. Zwłaszcza do wydarzeń z zeszłego
roku. Ok, nie miała powodów, żeby mu się dziwić. Sama na jego
miejscu by się martwiła, ale miała już serdecznie dosyć jego
nadopiekuńczości i notorycznie powtarzanych kazań. Znała je na
pamięć. Jego zdaniem kobieta taka jak ona nie powinna się zajmować
uganianiem za gangsterami. Od tego jest policja. Chociaż nigdy jej
tego nie powiedział podejrzewała, że Rafael uważa, że dziewczyna
tak wpływowego człowieka, powinna pisać o literaturze, kulturze,
sztuce i tego typu bzdetach. Najlepiej, gdyby była jakąś słynną
felietonistką, czy krytykiem filmowym. Wtedy idealnie pasowałaby do
jego rodzinnego obrazka. Jeszcze od czasu do czasu mogłaby napisać
jakiś rozczulający artykuł o biednych dzieciach z Papui Nowej
Gwinei i ich problemach z edukacją. Carla, matka Rafaela popłakałaby
się chyba z radości. I może by ją wreszcie zaakceptowała.
Niestety, Arię interesowało zupełnie co innego. Dziennikarstwo
śledcze to był jej żywioł, jej zamiłowanie, którego jej facet
zupełnie nie rozumiał. I tak nie czytał jej gazety. Nie miał na
to czasu albo ochoty. Miał masę swoich spraw. Zarządzanie rodzinną
firmą, którą dostał kilka lat temu w spadku po dziadku, do tego
jeszcze podarowana niedawno przez ojca na 27 urodziny wytwórnia
muzyczna. Branże, w których obracał się Rafael były tak
różnorodne, że aż Aria nie mogła ich wszystkich spamiętać.
Podziwiała Rafaela, że on to wszystko ogarnia. Dlatego tez wolała
mu nie mówić, że znów zajmuje się dziennikarstwem śledczym.
Niech myśli, że ma konferencje, wywiady czy posiedzenia rady
miasta.
Tak naprawdę już od dawna nie zajmowała się takimi pierdołami.
Naczelny zarządził, że ją i Mike’a będą zastępować młodzi
praktykanci. Dzięki temu oni mogli się poświecić jednej sprawie.
Sprawie, o której do tej pory wiedziały tylko 3, a właściwie 4
(ale ta czwarta nieoficjalnie) osoby. I właśnie na spotkanie z tą
ostatnią teraz szła.
Adam jak zawsze był cholernie zabiegany. Nic dziwnego, jeden z
najsłynniejszych prywatnych detektywów w mieście musi mieć dużo
roboty. Chociaż tak naprawdę wszystkie sprawy dotyczące
niewiernych żon, zagubionych dzieci, okradzionych mieszkań zlecał
swoim asystentom. W jego agencji dzień i noc pracowało kilkanaście
osób. Teoretycznie to on nad nimi wszystkimi czuwał. W praktyce
jednak zajmował się tym jego wspólnik James, dzięki temu Adam
miał czas na robienie tego, co lubi. Grzebaniu w sprawach takich jak
tak. Niebezpiecznych, pokręconych, od początku zapowiadających się
na sensację.
Oboje to lubili, dlatego Aria tak często korzystała z jego pomocy.
Zresztą zawsze uważała, ze ktoś z takim umysłem jak Adam po
prostu marnowałby się szukając zaginionych kotów, albo strzelając
foty zdradzającym mężom. Co ciekawe zawsze pomagał jej
bezinteresownie. Nie chciał nawet żeby wspominała o nim w swoich
artykułach. Pieniędzy też nigdy nie chciał. Mówił, że sławy
nigdy nie pragnął, a pieniędzy mu wystarczy. I w sumie, miał ich
całkiem sporo, chociaż Aria nie interesowała się zbytnio ile
zarabia na tym swoim detektywistycznym interesie. Podejrzewała
tylko, ze gdyby kiedyś musiała zapłacić za wszystkie „przysługi”
to niechybnie poszłaby z torbami.
Często nazywała go swoim prywatnym Sherlockiem Holmesem. Jego po
prostu kręciły zbrodnie, mafijne porachunki i ciemne interesy, a
ona od zawsze miała ambicje pisania tekstów, które coś w życiu
społeczeństwa zmienią. A co może być lepszego niż obdarcie z
szat skorumpowanego urzędnika, czy odnalezienie na własną rękę
mordercy?
Teraz też zadzwonił do niej i powiedział, że ma coś, co może
być przełomem w sprawie. Dowodem nie do zbicia. Umówili się w
kawiarni obok wytwórni, bo tak akurat było Adamowi najbardziej po
drodze. Znów miał jakąś ważna sprawę do zbadania, a materiał
dla Arii przygotował ‘przy okazji’. Przez te cholerne korki była
już lekko spóźniona, a nie chciała, żeby Adam na nią czekał.
Wpadła do kawiarni i zaczęła się rozglądać po sali w
poszukiwaniu znajomej twarzy detektywa. Nigdzie go jednak nie było.
Było za to kilka Rafaelowych „gwiazdeczek”.
Wczoraj pół wieczora spędziła na wysłuchiwaniu opowieści o tym
kto to nie nagrywa w tej jego wytwórni. Same sławy. Chcąc być
zupełnie szczerym – gówno ją to wszystko obchodziło. Część z
tych ludzi dane jej było poznać jeszcze, kiedy jako młoda
dziennikarka wkręciła się do muzycznej telewizji. Tam też
przekonała się, że te wszystkie gwiazdy to tak naprawdę banda
zadufanych w sobie, wiecznie naćpanych lub pijanych egoistów,
których interesują tylko własne konta w banku. Mało kto
przejmuje się swoimi fanami, muzyką, czy czymkolwiek. Robią to co
każą im producenci, nagrywają to co każą im nagrywać
właściciele wytwórni, mówią to co każą im mówić managerowie.
Oczywiście, zdarzają się wyjątki, ale rzadko. A nawet jeśli się
zdarzą to po pewnym czasie stają się tak samo zblazowani jak
reszta.
Zdjęła okulary, chcąc dostrzec coś w głębi pomieszczenia i
wtedy jej wzrok padł na mężczyznę siedzącego przy stoliku w
kącie. Przyglądał się jej. Wpatrywał się w nią swoimi
intensywnie niebieskimi tęczówkami. Bez trudu go poznała. Kiedyś
nawet miała przeprowadzić z nim wywiad, ale w ostatniej chwili jego
asystentka go odwołała. Jared Leto. Aktor i wokalista 30STM. Z
tego co wiedziała Leto i jego kapela byli kurami znoszącymi złote
jajka. Rozhisteryzowane szesnastolatki kupowały wszystko co miało
logo 30STM. Zresztą nie tylko one. Ale co się dziwić, gdy masz
taką twarz jak młodszy Leto jednym uśmiechem możesz sprzedać
wszystko. Boże jaki ten facet ma wzrok. Przeszło jej przez
myśl. To nie z nim Rafael miał się dzisiaj
spotkać? Oby nie umówili się właśnie tutaj.
Rafael widział jakiś głębszy sens w zapraszaniu na pogadanki do
swojego gabinetu wszystkich ważniejszych wokalistów w wytwórni.
Miał też w niedalekiej przyszłości zorganizować jakieś
wypasione przyjęcie dla tych wszystkich ludzi. Niestety, na milion
procent ona też będzie musiała tam być. Znów wbije się w kieckę
o wartości podobnej do wartości dobrego samochodu, założy
cholernie wysokie i cholernie niewygodne szpilki i będzie się
sztucznie uśmiechać do ludzi, których nie zna i nie chce poznać.
Pieprzona instytucja wzajemnej adoracji.
Przeszła szybko na drugi koniec sali cały czasu czując na sobie
wzrok Jareda. Usiadła przy stoliku i szybko wystukała smsa do
Adama. ‘Już jestem’.Sięgnęła po swoją torbę i wyjęła
z niej laptopa. W tym samym czasie przy stoliku pojawił się młody
kelner.
- cafe late – powiedziała jeszcze zanim tamten zdążył się
odezwać
- oczywiście, zaraz podaje – uśmiechną się do niej i skinął
głową
Włączając laptopa zerknęła w stronę stolika przy którym
siedział Leto. Właśnie bajerował kelnerkę, która śmiała się
do niego jak mysz do sera.
- też już jestem - usłyszała nad sobą głęboki głos Adama.
Zrobiłby nim furorę w radiu. Prezenterzy latami trenowali to,co
jemu po prostu dała natura.
- Super, siadaj. Chcesz coś? Nie wiedziałam czy Ci coś zamawiać –
zapytała
- Nie, nie mam czasu – odpowiedział szybko i machnął ręką –
mam za to takie zdjęcia, ze ci szczęka opadnie – powiedział,
bez pytania podłączając swojego pendriva do jej laptopa.
- Pokręciłem się trochę za tymi Twoimi gangsterami i powiem Ci, ze
to cholernie śmierdząca sprawa. - mówił zgrywając jakieś pliki
na jej twardy dysk. - Te dragi to akurat najmniejszy pikuś.
- Tak? - Aria aż się wyprostowała z ciekawości na krześle
- Tak, sama zobacz – otworzył plik ze zdjęciami. Pokazywał je po
kolei, a ona nie wierzyła własnym oczom.
- O kurwa, przecież oni – przerwała w pół zdania, kiedy kelner
przyniósł jej kawę
- Mają burdel i handlują żywym towarem - dokończy za nią Adam,
gdy kelner już odszedł – możesz sobie kupić żonę/ kochankę/
sprzątaczkę z każdej części świata. Zobacz jeszcze kim są ich
klienci. - otworzył następne zdjęcie.
- o ja pierdole – wydukała Aria konspiracyjny szeptem – przecież
to jest
- tak to on - Adam nie dał jej dokończyć. W tym momencie rozdzwonił
się jego telefon.
- Tak? - powiedział do słuchawki
- Znaleźliście ich? To świetnie – przyłożył rękę do aparatu
i zwrócił się do kobiety – Aria, ja muszę lecieć. - Zostawiam
Ci jedną kopię tych zdjęć. Drugą będę mieć tam gdzie zawsze.
- Tak, zaraz będę – rzucił do telefonu i się rozłączył. -
Uważaj na siebie, mała, ta sprawa śmierdzi na kilometr. Jak
będziesz czegoś potrzebowała to wiesz jak mnie znaleźć.
- Dzięki, pa – zdarzyła powiedzieć, zanim chwycił płaszcz i
wybiegł z kawiarni.
Za długo w tym siedziała, żeby nie wiedzieć, że oglądanie
takich zdjęć w miejscu publicznym nie jest niczym rozsądnym.
Zwłaszcza gdy nie było już przy niej Adama. Szybko zabezpieczyła
folder hasłem, zamknęła komputer i schowała go do torby. Dopiero
teraz zwróciła uwagę na przyniesioną przez kelnera kawę. Upiła
łyk i napisała smsa do Mike’a
<Aria>
Mam takie materiały, że głowa boli. Adam znów odwali za nas kawał
roboty.
<Mike>
Ehh, znów ten Twój niezastąpiony Sherlock :P Za to Stary chodzi
dzisiaj jakiś wściekły, coś go w dupę ugryzło chyba.
<Aria>
Znów? Co tym razem?
<Mike>
Cholera go wie. Opierdolił mnie dzisiaj, ze nie poszedłem na tę
konferencję, na którą sam nie kazał mi iść.
<Aria>
to gdzie Ty teraz jesteś?
<Mike>
w redakcji, a Ty kiedy będziesz?
<Aria>
nie wcześniej niż za 3h
<Mike>
Dopiero? To co Ty robisz?
<Aria>
teraz? Piję kawę
<Mike>
mnie tu prawie z roboty wywalili, a ona sobie kawę pije :P
<Aria>
należała mi się :P
<Mike>
właśnie, co to za materiały masz?
<Aria>
bombowe, spadniesz z krzesła jak zobaczysz
<Mike>
no to się z nimi pospiesz
<Aria>
spokojnie, doczekasz się
<Mike>
Nie o to chodzi. Fajnie by było pokazać staremu, ze się nie
obijamy imamy coś nowego.
<Aria>
ja się nie obijam, zaraz idę na spotkanie z informatorem, a Ty
możesz zadzwonić do tego prawnika
<Mike>
tylko podaj mi namiary na niego
<Aria>
chwila, mam zapisane
Odwróciła się do swojej torebki, aby poszukać w niej wizytownika.
Jednak jej torebki nigdzie nie było.
***
Jared z coraz większym szokiem obserwował tę scenę. Nie miał
zielonego pojęcia co ma teraz zrobić. Dziewczyna nagle odwróciła
głowę, spoglądając na miejsce, na którym powinna leżeć jej
torebka. Zdziwiona zaczęła się oglądać dookoła siebie aż
wreszcie podniosła głowę do góry. Szybko połączyła fakty, bo
poderwała się z miejsca i ruszyła za facetem, który teraz zaczął
przepychać się do tylnych drzwi. Kiedy był akurat na wprost
Jareda, ten podniósł się i zagrodził mu drogę.
- a dokąd to się wybierasz z damską torebką, co? - zapytał
ironicznie
- spierdalaj – młody chłopak próbował go odepchnąć i utorować
sobie drogę do drzwi
- oddaj pani torebkę to Ci dam spokój – próbował złapać
trzymaną przez chłopaka torbę
- powiedziałem spierdalaj – facet popchnął go z całej siły, tak
że aż Jared zatrzymał się na stoliku, wylewając przy tym
resztki niedopitej kawy.
W kawiarni nagle zrobił się ruch, a Jared niewiele myśląc ruszył
za uciekającym chłopakiem, który już zdążył wybiec z kawiarni.
Zaraz za nim pojawiła się właścicielka torebki. Nie zwracając na
nią uwagi Jared wybiegł na ulicę i zaczął gonić złodzieja.
Koleś nie miał chyba zbyt dobrej kondycji, bo po paru susach Jared
był już za nim. Mężczyzna nagle rzucił w bok skradzioną torebkę
i zaczął szybciej uciekać. Jared zatrzymał się, podniósł ją a
kiedy rozejrzał się za złodziejem zobaczył, ze właśnie skręca
za róg ulicy. Stwierdził, ze nie ma sensu już go gonić, W końcu
torebkę odzyskał. Ruszył z powrotem w stronę kawiarni, gdzie
przed wejściem stała brunetka z jakimś mężczyzną, który
najwyraźniej usilnie ja przepraszał.
- przepraszam, naprawdę nigdy bym się czegoś takiego w naszym
lokalu nie spodziewał – mówił mężczyzna – oczywiście nie
musi pani regulować rachunku – kobieta popatrzyła na niego jak
na wariata.
- No wie pan – zaczęła – nawet gdybym chciała to nie mam jak!
Bo mi skradziono torebkę! W pana lokalu! - mówiła podniesionym
głosem
- jeszcze raz przepraszam
- człowieku, nie chcesz wiedzieć gdzie ja mam Twoje przeprosiny –
warknęła dziewczyna
- może powiadomić policję? - zaproponował tamten
- nie! - kobieta zaoponowała chyba trochę zbyt gwałtownie – to
nie będzie konieczne
- ale... - próbował tamten
- nie! - odpowiedziała stanowczo – po prostu zejdź mi z oczu
człowieku. Machnęła mu ręką przed nosem nakazując, aby wszedł
z powrotem do kawiarni.
Już w momencie kiedy mówiła, ze wzywanie policji nie będzie
konieczne musiała zauważyć, że Jared niesie je torebkę, bo
zerkała w jego stronę z nieukrywanym zdziwieniem. Teraz kiedy
właściciel lokalu wszedł do środka ruszyła w jego kierunku.
- To chyba pani – powiedział Jared pokazując jej torebkę.
Popatrzyła na niego tymi swoimi ciemnymi oczami, a potem spojrzała
na trzymany przez niego przedmiot.
- Tak, to moje. Dziękuje panu. – wyglądała jakby miała ochotę
rzucić mu się na szyje, ale w ostatniej chwili się powstrzymała.
W sumie nie miałbym nic przeciwko. Pomyślał Leto, ale
zamiast tego powiedział
- Jared, jestem...
- wiem kim jesteś – przerwała mu – jeszcze raz dziękuje –
zaczęła się odwracać
- poczekaj
– lekko chwycił ją za rękę – Ty mnie znasz, ale ja nawet nie
wiem jak masz na imię. - Podobała
mu się ta dziewczyna. Miała w sobie coś przyciągającego. Miał
nadzieje, że uda mu się ją namówić może na jakieś spotkanie,
zdobyć jej numer, cokolwiek co przybliży go do poznanie jej
chociaż odrobinę. Fascynowały
go jej oczy. Z jednej strony sprawiała wrażenie osoby, która może
przejrzeć go na wylot jednym spojrzeniem. Z drugiej strony, zdawała
się skrywać za tymi ciemnymi oczami jaki prywatne głęboko
schowane tajemnice. Być może wyolbrzymiał po prostu jej urodę,
ale miał wielką ochotę poznać ją bliżej. Zafundował
jej jeden ze swoich zawsze działających uśmiechów licząc,
ze tym sposobem ją do siebie przekona.
W zamian ona przez krótką chwilę popatrzyła
na niego wzrokiem, który bez wątpienia mógł hipnotyzować.
- Uwierz mi. Tym lepiej dla Ciebie, że nie wiesz – popatrzyła na
niego ostatni raz, wyswobodziła dłoń z jego uścisku i odeszła
szybkim krokiem, zanim Jared zdążył cokolwiek powiedzieć.
***
- co do... - mruknęła rozglądając się dookoła.
Podniosła
głowę do góry i jak na zwolnieniu zobaczyła faceta
przeciskającego się pomiędzy
stolikami z jej torebką w ręku. Kierował się w stronę
tylnego wyjścia.
Złapała telefon i szybko ruszyła za nim. Nie chciała krzyczeć
„złodziej” bo wiedziała, ze wtedy facet jej ucieknie i wszystko
przepadnie. Nagle zobaczyła jak drogę zagradza mu siedzący
do tej pory w kącie
leto. Coś do niego
mówi i nie daje mu przejść.
Potem mężczyzna odpycha go z całych sił, aż
wokalista zatacza się na stolik. W tym samym czasie ona potraciła
jakąś starszą panią, która akurat wstawała od stolika.
- młoda damo uważaj jak chodzisz – powiedziała kobieta z wyrzutem
- przepraszam – rzuciła oglądając się na nią krótko
- mogłaś minie przewrócić
- powiedziałam przepraszam - warknęła i ruszyła za Leto który
parę sekund wcześniej wybiegł za złodziejem.
W drzwiach zatrzymał ją kierownik sali.
- proszę pani co się dzieje – zapytał, kiedy byli już na
zewnątrz
- ktoś mi ukradł torebkę – warknęła rozglądając się za Leto
i złodziejem
- jak to ukarał torebkę? - mężczyzna nie był chyba zbyt
rozgarnięty
- normalnie, podszedł i mi ją zabrał
- w mojej kawiarni?
- Tak, w pana kawiarni! - krzyknęła
- przepraszam, naprawdę nigdy bym się czegoś takiego w naszym
lokalu nie spodziewał – mówił mężczyzna – oczywiście nie
musi pani regulować rachunku – popatrzyła na niego jak na
wariata.
- No wie pan – zaczęła – nawet gdybym chciała to nie mam jak!
Bo mi skradziono torebkę! W pana lokalu! - mówiła podniesionym
głosem
- jeszcze raz przepraszam
- człowieku, nie chcesz wiedzieć gdzie ja mam Twoje przeprosiny –
warknęła
- może powiadomić policję? - zaproponował tamten
- nie! - policja to ostatnia rzecz jaka była jej teraz potrzebna.
Zwłaszcza że policjanci z LA za nią (delikatnie mówiąc) nie
przepadali. Była wścibska, wytykała im niekompetencje i razem z
Mike’iem i Adamem była zawsze o krok przed nimi. – to nie
będzie konieczne – dodała, widząc młodszego Leto idącego
szybko chodnikiem i niosącego coś co bardzo przypominało jej
torbę.
- ale... - nie dawał za wygraną
- nie! - Przerwała mu stanowczo. Miała go już serdecznie dosyć.
Wszystkiego miała serdecznie dosyć. – po prostu zejdź mi z oczu
człowieku. - Machnęła mu ręką przed nosem nakazując aby wszedł
z powrotem do kawiarni.
Kiedy tylko podreptał w tamtym kierunku podeszła do Jareda. Wlepił
w nią te swoje niebieskie ślepia i zapytał:
- To chyba pani – powiedział, pokazując jej torebkę.
- Tak, to moje. - odpowiedziała, kiedy już oswoiła się z jego
intensywnym spojrzeniem. - Dziękuje panu. – Była mu naprawdę
wdzięczna. Nawet nie wiedział jak bardzo jej pomógł. Miała
ochotę go wyściskać, ale w porę się powstrzymała.
- Jared, jestem... - zaczął wyciągać rękę w jej kierunku
- wiem kim jesteś – przerwała mu – jeszcze raz dziękuje –
zaczęła się odwracać. Nie mogła ciągnąć tej rozmowy. Nie
mogła dopuścić do pytań o to dlaczego ktoś czyhał na zawartość
jej torby. Obawiała się, że nie potrafiłaby skłamać prosto w
te błękitne oczy. A przecież prawdy nie mogła mu powiedzieć.
- poczekaj
– lekko chwycił jej
rękę,
a
ją przeszedł dziwny prąd
– Ty mnie znasz, ale ja nawet nie wiem jak masz na imię. -
uśmiechnął
się do niej przymilnie. Prawdopodobnie każda inna kobieta na jej
miejscu zrobiłaby teraz wszystko, o co tylko by ją poprosił, ale
ona nie mogła z nim rozmawiać. Nawet dla jego własnego dobra.
Raczej
nie pomogłoby to jego karierze w wytwórni, gdyby Rafael dowiedział
się o ich spotkaniu. Bywał czasem aż przesadnie zazdrosny.
- Uwierz mi. Tym lepiej dla Ciebie, że nie wiesz – popatrzyła na
niego ostatni raz, wyswobodziła dłoń z jego uścisku i odeszła
szybkim krokiem, zanim zdążyłaby się rozmyślić.
Boskie ;-) ja chce więcej , kiedy nowy ? :-)
OdpowiedzUsuńciekawy pomysł, tylko mogłabyś nie powtarzać tych samych dialogów z punktu widzenia jej i jego, dobrze że tak robisz tylko mogłabyś w tedy opisać ich emocje czy uczucia :} ( to tak dla podpowiedzi , opowiadanie jest bardzo dobre :] )
OdpowiedzUsuńczekam na więcej i mam nadzieje że następne będą tak samo długie <3
PS. wyłącz weryfikacje obrazkową XD
czekam na nowy :)
OdpowiedzUsuńja też =)
Usuńwprowadzam ostatnie poprawki, za parę minut powinien być ;)
Usuń