niedziela, 27 lipca 2014

Rozdział 1


Behind the dark eyes

***

Jednak nie zdążę się z Tobą spotkać przed wizytą u prezesa. Widzimy się w jego gabinecie za godzinę. Tylko się nie spóźnij.
Przeczytał SMSa jeszcze raz. Zajebiście. Nawet jego własna asystentka nie ma dla niego czasu. Wydawałoby się, że płaci jej grube pieniądze za to, żeby była na każde jego skinienie, a ona tak po prostu „nie zdąży”. No kurwa, nikt go już nie szanuje. Brat i kumpel się wypieli i wysłali go na starcie z nowym prezesem samego, stwierdzając, że i tak „żadni z nich dyplomaci”, więc do niczego się nie przydadzą.
A skąd oni wiedzą, że dyplomaty tu potrzeba? Nikt nie wie czego ten nowy prezes od nich chce. I to zaraz po powrocie z trasy. Co mu się nie podoba? Płyty idą jak woda, koncerty wyprzedane co do jednego miejsca, kasa spływa drzwiami i oknami. Czego więcej może chcieć taki prezes? Przecież im zawsze chodzi tylko o kasę. Nic więcej. A ten podobno jeszcze jest jakiś wyjątkowo dziany. Jeden z najbogatszych ludzi na świecie. Chociaż Jared słyszał już, że nie tyle on co jego ojciec. Kupił synusiowi wytwórnie. 

 
Niektórzy to mają łatwej już na starcie. On tak nie miał. Jemu nikt nic nie dał za darmo. Wszystko co ma zawdzięcza tylko sobie samemu. Swojej pracy. Ciężkiej pracy. Ktoś mu kiedyś powiedział, że nie ma prawa mówić, że ciężko pracuje, skoro jego praca polega na śpiewaniu, graniu w filmach i uśmiechaniu się do aparatów. No dobra, może kamieni nie łupie, ale to co robi wymaga dużo więcej siły ducha, niż kamieniołomy siły fizycznej. Trzeba mieć niesłychanie twardy tyłek i niewyczerpane pokłady dystansu do samego siebie, żeby wytrzymać w tym burdelu tyle lat co on i jeszcze się na nim dorobić.
Szedł tak pogrążony we własnych myślach, kiedy zorientował się, że już dawno minął kawiarnię, w której miał się spotkać z Emmą. Cóż, jego asystentka nie przyjdzie, ale kawy można się napić nadal. Zawrócił i szybkim krokiem wszedł do kawiarni. Nie przepadał za nią. Położona dokładnie naprzeciwko wytwórni była idealnym miejscem spotkań dla wszystkich ludzi z nią związanych. Co chwila pojawiał się tu jakiś manager, producent czy nawet piosenkarz. Wszyscy go tu znali, niektórzy nawet teraz pozdrawiali go z daleka i zachęcali, aby się do nich dosiadł. Nie miał ochoty na rozmowy z nimi, więc tylko sztucznie się uśmiechał i przechodził dalej. Wypatrzył ustronne miejsce w kącie i szybko się tam udał.
Żałował, że nie założył bluzy z kapturem ani kapelusza, mógłby teraz schować się pod nim i udawać, że wcale nie jest tym kim jest. Nawet duże ciemne okulary nie dawały mu teraz prywatności. Jak na złość miał teraz na sobie jeansy, dopasowana koszulę w kratę i marynarkę. Emma kazała mu wyglądać „przyzwoicie” przynajmniej na pierwszym spotkaniu z prezesem. Przecież on zawsze wygląda przyzwoicie. Ba, jego fanki uważają nawet, że i w worku po ziemniakach wyglądałby bosko, a ta mu mówi „wyglądaj chociaż raz jak człowiek, żadnych kapci, kolorowych dresów, koszulek z powycinanymi bokami”.
Jezu, czepiają się wszyscy tych kapci i dresów jakby sami w nich nie chodzili. No co? Gwiazda też człowiek. Gwiazda. Aż prychnął chicho, kiedy tak o sobie pomyślał. Żadna z niego gwiazda. Raczej żałosny, usilnie walczący o utrzymanie zainteresowania jego osobą celebryta. Coraz częściej tak o sobie myślał. Od czasu, gdy zaczęto mu płacić za pojawienie się w jakimś klubie, kupienie gaci w określonym sklepie, zjedzenie obiadu w jakiejś restauracji, czy (o zgrozo) pokazanie się na mieście z jakąś pustą aktoreczką, zaczynał tracić do siebie szacunek. Co jeszcze w swoim marnym życiu zrobi dla kasy? Rozbierze się? Nie, jakby się uprzeć to już było. Schudnie? Utyje? Wszystko to już przerabiał. Wpuści kamery do własnego domu i pozwoli na nadawanie z niego na żywo 24 godziny na dobę? Tylko czekał, aż jakaś telewizja mu to zaproponuje. „Z kamerą wśród braci Leto”. Oglądalność murowana. Tylko Shannon by mu chyba jaja urwał. Ale z drugiej strony, przecież już razem nie mieszkają...
- coś podać? – młody kelner wyrwał go z zamyślenia
- kawę, czarną, bez cukru.
- zaraz podaję.
Chłopak się oddalił, a Jared ze swojego kąta zaczął przyglądać się ludziom w kawiarni. Rozpoznał dwóch znanych producentów, kilku asystentów znanych ludzi, jednego managera. Pewnie wypatrzyłby kogoś jeszcze, ale jego wzrok padł na kobietę, która właśnie weszła do kawiarni. Szczupła, niewysoka, powiedziałby filigranowa brunetka. Włosy, lekko pofalowane zebrane miała w wysoką kitkę z tyłu głowy. Na nosie miała wielkie ciemne okulary zakrywające prawie połowę twarzy. Widać było tylko duże, pociągnięte czerwoną szminka usta. Ubrana w czerwone rurki, czarną skórzaną kurtkę i trampki wyglądała trochę jak jakaś młoda gwiazda rocka. Z reszta kto wie, może i nawet nią była. W tej wytwórni nagrywało tylu ludzi, że wszystko jest możliwe.
W ręku trzymała wielką czarną torbę. Wchodząc rozglądała się po sali ewidentnie kogoś szukając. W pewnym momencie zdjęła z nosa okulary prawdopodobnie, aby dostrzec czy osoba, której szuka nie siedzi gdzieś w głębi. Kiedy tak się rozglądała natrafiła wreszcie wzrokiem na Jareda, którego momentalnie przeszedł dreszcz. Nawet z daleka widział jej cholernie ciemne oczy wpatrujące się w niego intensywnie. Teraz kiedy widział jej twarz musiał przyznać, ze jest naprawdę piękna. Delikatne rysy twarzy, śliczne pełne usta i te wielkie, ciemne oczy. Chociaż widział je tylko przez moment to było w nich coś dziwnego, tajemniczego a zarazem interesującego. Leto starzejesz się. Pomyślał odprowadzając ją wzrokiem do miejsca w drugim kącie sali, dokładnie naprzeciwko niego. Masz ciary na widok przypadkowej laski. Ogarnij się. Usiadła tam, wyciągnęła telefon i napisała do kogoś SMSa, potem z przepastnej torby wyjęła małego laptopa we wzorzystym pokrowcu. Natychmiast pojawił się przy niej ten samy kelner, który do tej pory nie przyniósł Jaredowego zamówienia. Ile można parzyć kawę? Gdzie oni ją parzą? W Brazylii?
Jak na zawołanie pojawiła się przy nim młoda kelnerka.

- Proszę, pana kawa – uśmiechnęła się do niego słodko. Miała na oko z 18 lat, krótkie blond włosy obcięte na pazia i jak na Jaredowe standardy całkiem niezły biust, którego sporą część można było zobaczyć dzięki wydekoltowanej bluzce z logiem kawiarni, którą miała na sobie.
- Dziękuje – zmierzył ją spojrzeniem od góry do dołu, po czym lekko się uśmiechnął. Dziewczyna natychmiast oblała się rumieńcem. Zawsze działa. Pomyślał.
- Pan Jared Leto, prawda? - zagadnęła nieśmiało.
- Prawda – odpowiedział nie będąc do końca pewnym czego się spodziewać. Różne przygody już mu się przytrafiały, gdy w grę wchodziły nastoletnie fanki.
- Za tydzień wybieram się z koleżankami na wasz koncert w Hard Rock Cafe – uśmiechnęła się – Bardzo lubię pana zespół, już się nie mogę doczekać.
- Ja też – Jared puścił jej oko, a dziewczyna się zaśmiała.
- Podać coś jeszcze? - zapytała ze śmiechem – Mam dzisiaj doskonały sernik.
- Nie, dziękuje, to wszystko – podziękował jej grzecznie i też się uśmiechnął.
Popatrzył za oddalającą się kelnerką, która chyba trochę na pokaz kręciła biodrami idąc w stronę innego stolika. Eh, dziewczyno, mogłabyś być moją córką...
Zanim się zorientował znów wrócił do obserwowania ciemnookiej brunetki. Siedziała teraz w towarzystwie jakiegoś faceta. Jared nie widział go dobrze, bo siedział do niego bokiem, pochylając się nad laptopem dziewczyny. Mówił jej coś przy tym do ucha i od czasu do czasu pokazywał na coś w laptopie. Nagle przyłożył do ucha telefon, by za chwile poderwać się z miejsca. Powiedział coś do brunetki, złapał przewieszony przez oparcie krzesła płaszcz i szybkim krokiem wyszedł z kawiarni. Kobieta w tym czasie schowała komputer i powoli zaczęła pić zamówioną kawę, jednocześnie pisząc coś w swoim telefonie.
Tak ją to zajęło, że nie zauważyła jak do jej stolika podchodzi jakiś facet i jak gdyby nigdy nic bierze jej torbę i rusza do wyjścia.

***
Pędziła na miejsce umówionego spotkania. Co prawda nie lubiła tej kawiarni. Była za blisko wytwórni Rafaela. Jeszcze, nie daj boże, go tam spotka i będzie musiała się tłumaczyć, dlaczego jest teraz tutaj, a nie na dyżurze w redakcji. Że też jego nigdy nie zainteresowało to, że ona tak często ma te dyżury. Praktycznie zawsze, kiedy Rafael do niej dzwoni i pyta co robi. Zawsze wtedy ma dyżur albo jakąś konferencje prasową.
Mówiła mu tak żeby nie czepiał się nieustannie, że grzebie w niebezpiecznych sprawach. Jej chłopak by stanowczo przewrażliwiony na punkcie jej bezpieczeństwa. Zwłaszcza do wydarzeń z zeszłego roku. Ok, nie miała powodów, żeby mu się dziwić. Sama na jego miejscu by się martwiła, ale miała już serdecznie dosyć jego nadopiekuńczości i notorycznie powtarzanych kazań. Znała je na pamięć. Jego zdaniem kobieta taka jak ona nie powinna się zajmować uganianiem za gangsterami. Od tego jest policja. Chociaż nigdy jej tego nie powiedział podejrzewała, że Rafael uważa, że dziewczyna tak wpływowego człowieka, powinna pisać o literaturze, kulturze, sztuce i tego typu bzdetach. Najlepiej, gdyby była jakąś słynną felietonistką, czy krytykiem filmowym. Wtedy idealnie pasowałaby do jego rodzinnego obrazka. Jeszcze od czasu do czasu mogłaby napisać jakiś rozczulający artykuł o biednych dzieciach z Papui Nowej Gwinei i ich problemach z edukacją. Carla, matka Rafaela popłakałaby się chyba z radości. I może by ją wreszcie zaakceptowała.
Niestety, Arię interesowało zupełnie co innego. Dziennikarstwo śledcze to był jej żywioł, jej zamiłowanie, którego jej facet zupełnie nie rozumiał. I tak nie czytał jej gazety. Nie miał na to czasu albo ochoty. Miał masę swoich spraw. Zarządzanie rodzinną firmą, którą dostał kilka lat temu w spadku po dziadku, do tego jeszcze podarowana niedawno przez ojca na 27 urodziny wytwórnia muzyczna. Branże, w których obracał się Rafael były tak różnorodne, że aż Aria nie mogła ich wszystkich spamiętać. Podziwiała Rafaela, że on to wszystko ogarnia. Dlatego tez wolała mu nie mówić, że znów zajmuje się dziennikarstwem śledczym. Niech myśli, że ma konferencje, wywiady czy posiedzenia rady miasta.
Tak naprawdę już od dawna nie zajmowała się takimi pierdołami. Naczelny zarządził, że ją i Mike’a będą zastępować młodzi praktykanci. Dzięki temu oni mogli się poświecić jednej sprawie. Sprawie, o której do tej pory wiedziały tylko 3, a właściwie 4 (ale ta czwarta nieoficjalnie) osoby. I właśnie na spotkanie z tą ostatnią teraz szła.
Adam jak zawsze był cholernie zabiegany. Nic dziwnego, jeden z najsłynniejszych prywatnych detektywów w mieście musi mieć dużo roboty. Chociaż tak naprawdę wszystkie sprawy dotyczące niewiernych żon, zagubionych dzieci, okradzionych mieszkań zlecał swoim asystentom. W jego agencji dzień i noc pracowało kilkanaście osób. Teoretycznie to on nad nimi wszystkimi czuwał. W praktyce jednak zajmował się tym jego wspólnik James, dzięki temu Adam miał czas na robienie tego, co lubi. Grzebaniu w sprawach takich jak tak. Niebezpiecznych, pokręconych, od początku zapowiadających się na sensację.
Oboje to lubili, dlatego Aria tak często korzystała z jego pomocy. Zresztą zawsze uważała, ze ktoś z takim umysłem jak Adam po prostu marnowałby się szukając zaginionych kotów, albo strzelając foty zdradzającym mężom. Co ciekawe zawsze pomagał jej bezinteresownie. Nie chciał nawet żeby wspominała o nim w swoich artykułach. Pieniędzy też nigdy nie chciał. Mówił, że sławy nigdy nie pragnął, a pieniędzy mu wystarczy. I w sumie, miał ich całkiem sporo, chociaż Aria nie interesowała się zbytnio ile zarabia na tym swoim detektywistycznym interesie. Podejrzewała tylko, ze gdyby kiedyś musiała zapłacić za wszystkie „przysługi” to niechybnie poszłaby z torbami.
Często nazywała go swoim prywatnym Sherlockiem Holmesem. Jego po prostu kręciły zbrodnie, mafijne porachunki i ciemne interesy, a ona od zawsze miała ambicje pisania tekstów, które coś w życiu społeczeństwa zmienią. A co może być lepszego niż obdarcie z szat skorumpowanego urzędnika, czy odnalezienie na własną rękę mordercy?
Teraz też zadzwonił do niej i powiedział, że ma coś, co może być przełomem w sprawie. Dowodem nie do zbicia. Umówili się w kawiarni obok wytwórni, bo tak akurat było Adamowi najbardziej po drodze. Znów miał jakąś ważna sprawę do zbadania, a materiał dla Arii przygotował ‘przy okazji’. Przez te cholerne korki była już lekko spóźniona, a nie chciała, żeby Adam na nią czekał. Wpadła do kawiarni i zaczęła się rozglądać po sali w poszukiwaniu znajomej twarzy detektywa. Nigdzie go jednak nie było. Było za to kilka Rafaelowych „gwiazdeczek”.
Wczoraj pół wieczora spędziła na wysłuchiwaniu opowieści o tym kto to nie nagrywa w tej jego wytwórni. Same sławy. Chcąc być zupełnie szczerym – gówno ją to wszystko obchodziło. Część z tych ludzi dane jej było poznać jeszcze, kiedy jako młoda dziennikarka wkręciła się do muzycznej telewizji. Tam też przekonała się, że te wszystkie gwiazdy to tak naprawdę banda zadufanych w sobie, wiecznie naćpanych lub pijanych egoistów, których interesują tylko własne konta w banku. Mało kto przejmuje się swoimi fanami, muzyką, czy czymkolwiek. Robią to co każą im producenci, nagrywają to co każą im nagrywać właściciele wytwórni, mówią to co każą im mówić managerowie. Oczywiście, zdarzają się wyjątki, ale rzadko. A nawet jeśli się zdarzą to po pewnym czasie stają się tak samo zblazowani jak reszta.
Zdjęła okulary, chcąc dostrzec coś w głębi pomieszczenia i wtedy jej wzrok padł na mężczyznę siedzącego przy stoliku w kącie. Przyglądał się jej. Wpatrywał się w nią swoimi intensywnie niebieskimi tęczówkami. Bez trudu go poznała. Kiedyś nawet miała przeprowadzić z nim wywiad, ale w ostatniej chwili jego asystentka go odwołała. Jared Leto. Aktor i wokalista 30STM. Z tego co wiedziała Leto i jego kapela byli kurami znoszącymi złote jajka. Rozhisteryzowane szesnastolatki kupowały wszystko co miało logo 30STM. Zresztą nie tylko one. Ale co się dziwić, gdy masz taką twarz jak młodszy Leto jednym uśmiechem możesz sprzedać wszystko. Boże jaki ten facet ma wzrok. Przeszło jej przez myśl. To nie z nim Rafael miał się dzisiaj spotkać? Oby nie umówili się właśnie tutaj.
Rafael widział jakiś głębszy sens w zapraszaniu na pogadanki do swojego gabinetu wszystkich ważniejszych wokalistów w wytwórni. Miał też w niedalekiej przyszłości zorganizować jakieś wypasione przyjęcie dla tych wszystkich ludzi. Niestety, na milion procent ona też będzie musiała tam być. Znów wbije się w kieckę o wartości podobnej do wartości dobrego samochodu, założy cholernie wysokie i cholernie niewygodne szpilki i będzie się sztucznie uśmiechać do ludzi, których nie zna i nie chce poznać. Pieprzona instytucja wzajemnej adoracji.
Przeszła szybko na drugi koniec sali cały czasu czując na sobie wzrok Jareda. Usiadła przy stoliku i szybko wystukała smsa do Adama. ‘Już jestem’.Sięgnęła po swoją torbę i wyjęła z niej laptopa. W tym samym czasie przy stoliku pojawił się młody kelner.


- cafe late – powiedziała jeszcze zanim tamten zdążył się odezwać
- oczywiście, zaraz podaje – uśmiechną się do niej i skinął głową
Włączając laptopa zerknęła w stronę stolika przy którym siedział Leto. Właśnie bajerował kelnerkę, która śmiała się do niego jak mysz do sera.
- też już jestem - usłyszała nad sobą głęboki głos Adama. Zrobiłby nim furorę w radiu. Prezenterzy latami trenowali to,co jemu po prostu dała natura.
- Super, siadaj. Chcesz coś? Nie wiedziałam czy Ci coś zamawiać – zapytała
- Nie, nie mam czasu – odpowiedział szybko i machnął ręką – mam za to takie zdjęcia, ze ci szczęka opadnie – powiedział, bez pytania podłączając swojego pendriva do jej laptopa.
- Pokręciłem się trochę za tymi Twoimi gangsterami i powiem Ci, ze to cholernie śmierdząca sprawa. - mówił zgrywając jakieś pliki na jej twardy dysk. - Te dragi to akurat najmniejszy pikuś.
- Tak? - Aria aż się wyprostowała z ciekawości na krześle
- Tak, sama zobacz – otworzył plik ze zdjęciami. Pokazywał je po kolei, a ona nie wierzyła własnym oczom.
- O kurwa, przecież oni – przerwała w pół zdania, kiedy kelner przyniósł jej kawę
- Mają burdel i handlują żywym towarem - dokończy za nią Adam, gdy kelner już odszedł – możesz sobie kupić żonę/ kochankę/ sprzątaczkę z każdej części świata. Zobacz jeszcze kim są ich klienci. - otworzył następne zdjęcie.
- o ja pierdole – wydukała Aria konspiracyjny szeptem – przecież to jest
- tak to on - Adam nie dał jej dokończyć. W tym momencie rozdzwonił się jego telefon.
- Tak? - powiedział do słuchawki
- Znaleźliście ich? To świetnie – przyłożył rękę do aparatu i zwrócił się do kobiety – Aria, ja muszę lecieć. - Zostawiam Ci jedną kopię tych zdjęć. Drugą będę mieć tam gdzie zawsze. - Tak, zaraz będę – rzucił do telefonu i się rozłączył. - Uważaj na siebie, mała, ta sprawa śmierdzi na kilometr. Jak będziesz czegoś potrzebowała to wiesz jak mnie znaleźć.
- Dzięki, pa – zdarzyła powiedzieć, zanim chwycił płaszcz i wybiegł z kawiarni.


Za długo w tym siedziała, żeby nie wiedzieć, że oglądanie takich zdjęć w miejscu publicznym nie jest niczym rozsądnym. Zwłaszcza gdy nie było już przy niej Adama. Szybko zabezpieczyła folder hasłem, zamknęła komputer i schowała go do torby. Dopiero teraz zwróciła uwagę na przyniesioną przez kelnera kawę. Upiła łyk i napisała smsa do Mike’a
<Aria> Mam takie materiały, że głowa boli. Adam znów odwali za nas kawał roboty.
<Mike> Ehh, znów ten Twój niezastąpiony Sherlock :P Za to Stary chodzi dzisiaj jakiś wściekły, coś go w dupę ugryzło chyba.
<Aria> Znów? Co tym razem?
<Mike> Cholera go wie. Opierdolił mnie dzisiaj, ze nie poszedłem na tę konferencję, na którą sam nie kazał mi iść.
<Aria> to gdzie Ty teraz jesteś?
<Mike> w redakcji, a Ty kiedy będziesz?
<Aria> nie wcześniej niż za 3h
<Mike> Dopiero? To co Ty robisz?
<Aria> teraz? Piję kawę
<Mike> mnie tu prawie z roboty wywalili, a ona sobie kawę pije :P
<Aria> należała mi się :P
<Mike> właśnie, co to za materiały masz?
<Aria> bombowe, spadniesz z krzesła jak zobaczysz
<Mike> no to się z nimi pospiesz
<Aria> spokojnie, doczekasz się
<Mike> Nie o to chodzi. Fajnie by było pokazać staremu, ze się nie obijamy imamy coś nowego.
<Aria> ja się nie obijam, zaraz idę na spotkanie z informatorem, a Ty możesz zadzwonić do tego prawnika
<Mike> tylko podaj mi namiary na niego
<Aria> chwila, mam zapisane
Odwróciła się do swojej torebki, aby poszukać w niej wizytownika. Jednak jej torebki nigdzie nie było.

***
Jared z coraz większym szokiem obserwował tę scenę. Nie miał zielonego pojęcia co ma teraz zrobić. Dziewczyna nagle odwróciła głowę, spoglądając na miejsce, na którym powinna leżeć jej torebka. Zdziwiona zaczęła się oglądać dookoła siebie aż wreszcie podniosła głowę do góry. Szybko połączyła fakty, bo poderwała się z miejsca i ruszyła za facetem, który teraz zaczął przepychać się do tylnych drzwi. Kiedy był akurat na wprost Jareda, ten podniósł się i zagrodził mu drogę.


- a dokąd to się wybierasz z damską torebką, co? - zapytał ironicznie
- spierdalaj – młody chłopak próbował go odepchnąć i utorować sobie drogę do drzwi
- oddaj pani torebkę to Ci dam spokój – próbował złapać trzymaną przez chłopaka torbę
- powiedziałem spierdalaj – facet popchnął go z całej siły, tak że aż Jared zatrzymał się na stoliku, wylewając przy tym resztki niedopitej kawy.


W kawiarni nagle zrobił się ruch, a Jared niewiele myśląc ruszył za uciekającym chłopakiem, który już zdążył wybiec z kawiarni. Zaraz za nim pojawiła się właścicielka torebki. Nie zwracając na nią uwagi Jared wybiegł na ulicę i zaczął gonić złodzieja. Koleś nie miał chyba zbyt dobrej kondycji, bo po paru susach Jared był już za nim. Mężczyzna nagle rzucił w bok skradzioną torebkę i zaczął szybciej uciekać. Jared zatrzymał się, podniósł ją a kiedy rozejrzał się za złodziejem zobaczył, ze właśnie skręca za róg ulicy. Stwierdził, ze nie ma sensu już go gonić, W końcu torebkę odzyskał. Ruszył z powrotem w stronę kawiarni, gdzie przed wejściem stała brunetka z jakimś mężczyzną, który najwyraźniej usilnie ja przepraszał.
- przepraszam, naprawdę nigdy bym się czegoś takiego w naszym lokalu nie spodziewał – mówił mężczyzna – oczywiście nie musi pani regulować rachunku – kobieta popatrzyła na niego jak na wariata.
- No wie pan – zaczęła – nawet gdybym chciała to nie mam jak! Bo mi skradziono torebkę! W pana lokalu! - mówiła podniesionym głosem
- jeszcze raz przepraszam
- człowieku, nie chcesz wiedzieć gdzie ja mam Twoje przeprosiny – warknęła dziewczyna
- może powiadomić policję? - zaproponował tamten
- nie! - kobieta zaoponowała chyba trochę zbyt gwałtownie – to nie będzie konieczne
- ale... - próbował tamten
- nie! - odpowiedziała stanowczo – po prostu zejdź mi z oczu człowieku. Machnęła mu ręką przed nosem nakazując, aby wszedł z powrotem do kawiarni.
Już w momencie kiedy mówiła, ze wzywanie policji nie będzie konieczne musiała zauważyć, że Jared niesie je torebkę, bo zerkała w jego stronę z nieukrywanym zdziwieniem. Teraz kiedy właściciel lokalu wszedł do środka ruszyła w jego kierunku.
- To chyba pani – powiedział Jared pokazując jej torebkę. Popatrzyła na niego tymi swoimi ciemnymi oczami, a potem spojrzała na trzymany przez niego przedmiot.
- Tak, to moje. Dziękuje panu. – wyglądała jakby miała ochotę rzucić mu się na szyje, ale w ostatniej chwili się powstrzymała. W sumie nie miałbym nic przeciwko. Pomyślał Leto, ale zamiast tego powiedział
- Jared, jestem...
- wiem kim jesteś – przerwała mu – jeszcze raz dziękuje – zaczęła się odwracać
- poczekaj – lekko chwycił ją za rękę – Ty mnie znasz, ale ja nawet nie wiem jak masz na imię. - Podobała mu się ta dziewczyna. Miała w sobie coś przyciągającego. Miał nadzieje, że uda mu się ją namówić może na jakieś spotkanie, zdobyć jej numer, cokolwiek co przybliży go do poznanie jej chociaż odrobinę. Fascynowały go jej oczy. Z jednej strony sprawiała wrażenie osoby, która może przejrzeć go na wylot jednym spojrzeniem. Z drugiej strony, zdawała się skrywać za tymi ciemnymi oczami jaki prywatne głęboko schowane tajemnice. Być może wyolbrzymiał po prostu jej urodę, ale miał wielką ochotę poznać ją bliżej. Zafundował jej jeden ze swoich zawsze działających uśmiechów licząc, ze tym sposobem ją do siebie przekona. W zamian ona przez krótką chwilę popatrzyła na niego wzrokiem, który bez wątpienia mógł hipnotyzować.
- Uwierz mi. Tym lepiej dla Ciebie, że nie wiesz – popatrzyła na niego ostatni raz, wyswobodziła dłoń z jego uścisku i odeszła szybkim krokiem, zanim Jared zdążył cokolwiek powiedzieć.

***


- co do... - mruknęła rozglądając się dookoła.


Podniosła głowę do góry i jak na zwolnieniu zobaczyła faceta przeciskającego się pomiędzy stolikami z jej torebką w ręku. Kierował się w stronę tylnego wyjścia. Złapała telefon i szybko ruszyła za nim. Nie chciała krzyczeć „złodziej” bo wiedziała, ze wtedy facet jej ucieknie i wszystko przepadnie. Nagle zobaczyła jak drogę zagradza mu siedzący do tej pory w kącie leto. Coś do niego mówi i nie daje mu przejść. Potem mężczyzna odpycha go z całych sił, wokalista zatacza się na stolik. W tym samym czasie ona potraciła jakąś starszą panią, która akurat wstawała od stolika.
- młoda damo uważaj jak chodzisz – powiedziała kobieta z wyrzutem
- przepraszam – rzuciła oglądając się na nią krótko
- mogłaś minie przewrócić
- powiedziałam przepraszam - warknęła i ruszyła za Leto który parę sekund wcześniej wybiegł za złodziejem.
W drzwiach zatrzymał ją kierownik sali.
- proszę pani co się dzieje – zapytał, kiedy byli już na zewnątrz
- ktoś mi ukradł torebkę – warknęła rozglądając się za Leto i złodziejem
- jak to ukarał torebkę? - mężczyzna nie był chyba zbyt rozgarnięty
- normalnie, podszedł i mi ją zabrał
- w mojej kawiarni?
- Tak, w pana kawiarni! - krzyknęła
- przepraszam, naprawdę nigdy bym się czegoś takiego w naszym lokalu nie spodziewał – mówił mężczyzna – oczywiście nie musi pani regulować rachunku – popatrzyła na niego jak na wariata.
- No wie pan – zaczęła – nawet gdybym chciała to nie mam jak! Bo mi skradziono torebkę! W pana lokalu! - mówiła podniesionym głosem
- jeszcze raz przepraszam
- człowieku, nie chcesz wiedzieć gdzie ja mam Twoje przeprosiny – warknęła
- może powiadomić policję? - zaproponował tamten
- nie! - policja to ostatnia rzecz jaka była jej teraz potrzebna. Zwłaszcza że policjanci z LA za nią (delikatnie mówiąc) nie przepadali. Była wścibska, wytykała im niekompetencje i razem z Mike’iem i Adamem była zawsze o krok przed nimi. – to nie będzie konieczne – dodała, widząc młodszego Leto idącego szybko chodnikiem i niosącego coś co bardzo przypominało jej torbę.
- ale... - nie dawał za wygraną
- nie! - Przerwała mu stanowczo. Miała go już serdecznie dosyć. Wszystkiego miała serdecznie dosyć. – po prostu zejdź mi z oczu człowieku. - Machnęła mu ręką przed nosem nakazując aby wszedł z powrotem do kawiarni.
Kiedy tylko podreptał w tamtym kierunku podeszła do Jareda. Wlepił w nią te swoje niebieskie ślepia i zapytał:

- To chyba pani – powiedział, pokazując jej torebkę.
- Tak, to moje. - odpowiedziała, kiedy już oswoiła się z jego intensywnym spojrzeniem. - Dziękuje panu. – Była mu naprawdę wdzięczna. Nawet nie wiedział jak bardzo jej pomógł. Miała ochotę go wyściskać, ale w porę się powstrzymała.
- Jared, jestem... - zaczął wyciągać rękę w jej kierunku
- wiem kim jesteś – przerwała mu – jeszcze raz dziękuje – zaczęła się odwracać. Nie mogła ciągnąć tej rozmowy. Nie mogła dopuścić do pytań o to dlaczego ktoś czyhał na zawartość jej torby. Obawiała się, że nie potrafiłaby skłamać prosto w te błękitne oczy. A przecież prawdy nie mogła mu powiedzieć.
- poczekaj – lekko chwycił jej rękę, a ją przeszedł dziwny prąd – Ty mnie znasz, ale ja nawet nie wiem jak masz na imię. - uśmiechnął się do niej przymilnie. Prawdopodobnie każda inna kobieta na jej miejscu zrobiłaby teraz wszystko, o co tylko by ją poprosił, ale ona nie mogła z nim rozmawiać. Nawet dla jego własnego dobra. Raczej nie pomogłoby to jego karierze w wytwórni, gdyby Rafael dowiedział się o ich spotkaniu. Bywał czasem aż przesadnie zazdrosny.
- Uwierz mi. Tym lepiej dla Ciebie, że nie wiesz – popatrzyła na niego ostatni raz, wyswobodziła dłoń z jego uścisku i odeszła szybkim krokiem, zanim zdążyłaby się rozmyślić.






5 komentarzy:

  1. Boskie ;-) ja chce więcej , kiedy nowy ? :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. ciekawy pomysł, tylko mogłabyś nie powtarzać tych samych dialogów z punktu widzenia jej i jego, dobrze że tak robisz tylko mogłabyś w tedy opisać ich emocje czy uczucia :} ( to tak dla podpowiedzi , opowiadanie jest bardzo dobre :] )
    czekam na więcej i mam nadzieje że następne będą tak samo długie <3
    PS. wyłącz weryfikacje obrazkową XD

    OdpowiedzUsuń
  3. czekam na nowy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też =)

      Usuń
    2. wprowadzam ostatnie poprawki, za parę minut powinien być ;)

      Usuń